WIELKIE OPOLSKIE DYKTANDO 2018

 

Siostra Maria Hiacynta, zażywna jadwiżanka, wstała wczas. Wpółsennie jeszcze, acz rzewnie spojrzała na megacudną panoramę Opola i podciągnąwszy habit, żwawo ruszyła do klasztornego miniparku. Nucąc z cicha („)Litanię do wszystkich świętych(„), przeskoczywszy kałużę niczym sadzawka Siloe, minęła pomnik Adama Sapiehy, rzymskokatolickiego

księcia-kardynała, dookoła zarośnięty bukszpanową hałastrą. Żeż ta siostra Dorota pozwala na takie bezhołowie! To niechybnie na pohybel własnej patronce – żachnęła się mniszka nie najpobożniej.

Weszła do wirydarza. O święta Mechtyldo! – miłym mezzosopranem westchnęła Boża służebnica. Gdzież by nie spojrzeć, cuda-niewidy. Tu astry nowobelgijskie, tam begonie stale kwitnące, za nimi bluszczyk kurdybanek o żółto-chabrowych cud-kwiatkach. Krztynę dalej wesołe połacie rudbekii i jasno nakrapianej szałwii. Maria scałowała kroplę rosy ze słodkomdłej pęcherznicy i uśmiechnęła się do bożej krówki.

Wtem tra ta ta zagrały trzewia siostrzyczki. Pół idąc, pół biegnąc, czmychnęła do refektarza. Oj, nie będzie tam cappuccina ni bruschetty, ni fondue. W klasztorze nie ma dolce far niente, jest harówka i melzupa z wielkiej warząchwi. Mówiła jej o tym już prababka (notabene familiantka rektora Nicieji), którą w czasie soboru watykańskiego z Kongregacji Panien Benedyktynek w Polsce ścichapęk wywiódł na rendez-vous zhajduczony krewny Tiele-Wincklerów z Mosznej. Po tej chryi oświadczył się wprawdzie, albowiemby honor stracił, lecz wkrótce ożenku zaniechał i znalazłszy jakiś kanonicznoprawny haczyk, wstąpił do ojców dominikanów, gdzie założył big-band. Prababka, która prawie by była mężatką,  pohisteryzowała co nieco, a  nie chcąc wyjść za lada kogo, zamieszkała nieopodal kościoła Franciszkanów, gdzie tworzyła Biblię pauperum i ozdabiała komeżki mereżką i haftem richelieu. A powołanie scedowała na prawnuczkę, powierzając jej też swe raptularze. Znikądinąd i ta historia.

Bodajbyście jednak, kochani, nie wysnuwali z niej konkluzji zbyt daleko idących.

 

MAŁE OPOLSKIE DYKTANDO 2018

 

Wehikuł do podróży czasoprzestrzennych pokryto trójwarstwową bladoniebieską i jaskrawożółtą powierzchnią. Już po kompozycji barw mógłbym skojarzyć, gdzie zamierzano mnie teleportować, jednak miałem za sobą na wpół przespaną noc. Cały się trząsłem.Mogłem już nigdy nie powrócić z tej podróży. Mimo to nie zamierzałem stchórzyć. Nowo mianowany przełożony ekspedycji rozpoczął odliczanie. Zerknąłem na cyferblat z ustawioną datą docelową i z całą mocą dotarło do mnie, że zaraz cofnę się o osiemset lat. Machina zatrzeszczała, poczułem wzrost ciśnienia wewnątrzusznego i chyba straciłem przytomność.

Ocknąłem się dopiero późnym popołudniem, jednak już nie w roku 2818. Teraz musiałem szybko odnaleźć się w rzeczywistości z 2018 roku. Ostrożnie wyjrzałem zza kępy krzaków i zaskoczony ujrzałem czterech rycerzy w błyszczących zbrojach, siedzących na swych rumakach i trzymających kopie w dłoniach. Czyżbym oglądał któryś ze średniowiecznych najazdów na nasze miasto? Wiedziałem, że coś tu się nie zgadzało. Cóż więc się tu do licha działo? Dwóch stojących w pobliżu jegomościów rozmawiało o atrakcjach przygotowanych na obchody Dni Opola. Przerzucali się spostrzeżeniami dotyczącymi obejrzanych walk rycerskich i pokazów łucznictwa. Odetchnąłem z ulgą. Podążyłem zatem na rynek, by wnikliwie przyjrzeć się wieży ratuszowej. Niezmiernie frapowała mnie Wieża Piastowska. Nęcący był Dworzec Główny z zapomnianymi już w moich czasach pociągami.

W końcu powróciłem do swej machiny. Szum i delikatny trzask, który usłyszałem, dowodził, że jedyny łączący mnie z moim światem element zaczął mozolną walkę w wielowymiarowej przestrzeni. Moje wojaże musiały mieć swoją kontynuację, bo ja już o nich śniłem.