Wolę Opole!

Na wszelkie krótkodystansowe wędrówki, wewnątrzwojewódzkie przejażdżki, ogólnopolskie podróże i transkontynentalne wojaże Karolina wybierała się jak sójka za morze. Jako pięćdziesięciodziewięcioipółletnia, niezamężna wprawdzie i bezdzietna, lecz prężna i żywiołowa specjalistka przemysłu metalurgicznego trwała wiecznie w pośpiechu. Potężnym utrudnieniem w sfinalizowaniu wieloletnich marzeń o fascynujących dalekowschodnich i zachodnioeuropejskich peregrynacjach była permanentna harówka.

Ni stąd, ni zowąd, studiując ultranowoczesne informatory turystyczne oraz archaiczne quasi-bedekery, natknęła się na arcyciekawy fotoreportaż poświęcony perłom Opolszczyzny. Ponadstutysięczna stolica regionu, o nader urzekającym kształcie  architektury, pełna majestatycznych monumentów z malowniczym Wzgórzem Uniwersyteckim i Wyspą Bolko, położona była zaledwie pięćdziesiąt kilometrów od jej rodzinnych Dzierżysławic. Rach-ciach postanowiła odwiedzić osiemsetletnią aglomerację, chociażby z powodu tegoż ważkiego jubileuszu.

Z półeuforycznym ożywieniem uczestniczyła zarówno w pełnych krasomówczych przemów hieratycznych uroczystościach, historycznych prelekcjach poświęconych związkom von Eichendorffa z kulturą Górnego Śląska, jak i żartobliwych gadkach szmatkach. Częstokroć wrażenie robiły na niej zjawiska kontrastowe: postmodernistyczna dwuaktówka, jazzowe minishow czy 48 Rajd Festiwalowy. Clou wydarzeń okazała się Fiesta Balonowa, którą spędziła w towarzystwie czarującego dżentelmena w ramach urokliwego tête-à-tête. To właśnie u boku wspomnianego jegomościa odwiedziła również inne zakątki regionu: Chróścinę, Bażany, Żywocice, a także Spórok. 800-lecie metropolii stało się inspiracją do dalszych eskapad. Po kilkumiesięcznym tournée wciąż pamiętała jednak, że wszędzie dobrze, ale w Opolu najlepiej!